sierpnia 27, 2011
Stoję, stoję..
Ciągle na rozdrożu.. Tak czekam w którą stronę mnie pchną okoliczności ale one na razie nigdzie mnie pchać nie chcą.. Nie żebym nie wiedziała dokąd iść, raczej to kwestia kilku możliwości w połączeniu z założeniem, że "głową muru nie przebijesz" itp..Mam tu na myśli, że owszem trzeba mieć cel (nawet koniecznie) ale jeśli po drodze tzw okoliczności się sprzysięgną i powiedzą NIE - trzeba to uszanować. Ja nie mówię - zawrócić. Ja mówię - lekko skręcić. Przystanąć, wyczuć kierunek wiatru - i iść. szkoda czasu i energii na pchanie się wbrew wszystkiemu, trzeba szukać dobrych klimatów i z nich korzystać. A połączenie tych dwóch rzeczy - CELU i OKOLICZNOŚCI da najlepszy efekt. Tak więc stoję na tym rozdrożu, wyczuwam wiatr ... ale coś nic wyczuć chwilowo nie mogę. Wyciągam więc wnioski - tymczasem nigdzie nie pójdę, muszę więc zając się czymś na tymże rozdrożu, które jest wszak obecnie Moim Miejscem Na Ziemi.
