Idzie na burzę

Spacer z psem. Wychodzę przez taras, prosto na łąkę i tak brnę przez tą łąkę (zresztą swoją własną) aż docieram do polnej drogi. Pies ze mną. Droga jest piaszczysta a jej środkiem biegnie pas trawy, ten niewyjeżdżony przez koła samochodowe (nasze i naszych gości) i te ciągnikowe. Wiatr dziś wieje dość mocno a upał, wczoraj niemiłosierny, wyraźnie odpuszcza. Wręcz, powiedziałabym chłodnieje.. Mam nadzieje, że nie będzie w nocy burzy, nie lubię tego kiedy jestem sama. Nie chodzi tu o irracjonalne lęki tylko te jak najbardziej racjonalne czyli - strach o dom i resztę zabudowań. To dopiero tu, na wsi tak mi się porobiło. Życie na wsi, w przyrodzie jet prawdziwsze a to ma dobre i złe strony.Określenie złe jest niewłaściwie.Chwilowo jednak nie mam innego. Idę więc tą drogą i nie wiem czemu mam na nogach klapki. Zdejmuję je więc i teraz jest tak, jak należy. Takie chodzenie w obuwiu latem po piaszczystej polnej drodze jest jak lizanie loda przez szybkę. W domu zamykam już wszystkie okna (zostawiam to w sypialni, zamknę w ostatniej chwili), bo wiatr coraz silniejszy i deszcz mnie też dziś nie zdziwi. Nie słyszałam dzisiaj ani razu żurawi.. pewnie przez ten wiatr. Siedzą gdzieś cicho i przeczekują, mądrale. U gości też cicho, w dzień widziałam fotografowali na łąkach teraz już chyba są u siebie. Wyraźnie chcą być sami; są młodzi, k.30-ki, on Polak ona zdaje się Angielka. A tymczasem za oknem znów trochę pociemniało. Czerwone wino staje się niezbędne.
Copyright © Klimaty Agaty