Żurawie i zupa pomidorowa

Klucze żurawi....
To fascynujące.

Nie wiem co napisać.

To jest tak, jak ze smakami. Cywilizacja przyzwyczaiła nas do smaków "uatrakcyjnionych", czyli - przesolonych, za słodkich, zbyt wielu na raz itp. Że nie wspomnę o wzmacniaczach wszelakich.. Skutkiem czego, kiedy mamy zjeść zwyczajną potrawę (zupę pomidorową ze zwykłych pomidorów na ten przykład) to wydaje się nam ona mdła, BEZ smaku, nijaka.

Jaki ma związek pomidorowa z żurawiami?

Te lecące nad moją głową ptaszyska są niezwykłe. Ale przecież zwyczajne właśnie. Umawiają się co wieczór, między 18.00 a 19.00 na pobliskich stawach, ćwiczą skrzydła przed odlotami a może i logistykę omawiają. Wieczorami zresztą grupują się na wspólne nocowanie. Są fascynujące. Gapię się na nie, stojąc na polu z rozdziawiona gębą i słucham jak trąbią jeden przez drugiego. Hałasują niemożebnie w gruncie rzeczy. Ale ja ten hałas uwielbiam. I szum skrzydeł, kiedy lecą dość nisko i wprost nad moją głową. Są ich nieprawdopodobne ilości, klucz za kluczem. I takie "niby nic" (żaden to Władca Pierścieni ani Matrix w okularkach do trójwymiaru) a przeżycie, którego nie zamieniłabym na nic. I to za darmo, he he. Chwila prawdziwego szczęścia tam, na polu. Coś co powinno towarzyszyć człowiekowi na co dzień (nie tylko przy okazji lecących żurawi) a sami pozbawiliśmy się tego lekkomyślnie, zamieniając na choćby wspomniane multiplexy (cokolwiek to oznacza) i teraz zamiast na łąkę idziemy do psychoanalityka.

Amen.
Copyright © Klimaty Agaty